2005-08-26 18:40:07 >>
tak właśnie było...
Od pierwszego dnia wakacji było cudownie. Najpierw wypad do poznania, później grill z glupolkami z klasy u mnie. Dużo jedzenia, picia i LUZU… następnie osiemnastka u Karola – dużo szampana, za dużo wódki…tany, chipsy z keczupem i kupa śmiechu… na drugi dzien wyjazd do Warszawy. Przepych, zakupy, kino, wycieczki… muzyka, lody dolce latte i Karmii kawowe. Do mojej siostry przyjechał tez brat z naszym kolega. Powiedzieli – „jedziecie z nami na wakacje!” i teraz zaczyna się najlepsze… ja, moja (tym razem) młodsza siostra, mój starszy brat i Krzysiu na początek pojechaliśmy bardziej na północ Polski, do Lubania. W ośrodku ‘Akademia Przygoda’ były przeróżne możliwości, z których rzecz jasna korzystaliśmy. Spaliśmy w ogromnej, odnowionej stodole na poddaszu – do wyboru, polówka czy siano? Każdy posiłek jedliśmy w karczmie. Czekało na nas 15 potraw… i browar for free! Obok stał stary dom – jeden wielki zabytek. Cały ośrodek zrobiono w stylu retro. Każdego dnia jeździliśmy nad jezioro (całe 3min. drogi!) a wieczorami piliśmy. Najlepsza była impreza, kiedy w karczmie zaczęliśmy się przebierać w szlacheckie stroje. Krzysztof oczywiście w… sukience! Z wałkiem i szablą w ręce, no i hełm na głowie! Moja sis przy kołowrotku, brat z rogiem odstającym od łba, a ja w płaszczu. Za dnia ja i Beata poszłyśmy z większymi ubekami popatrzeć jak podnoszą sobie adrenalinę. Najpierw wspinali się po drzewach, żeby zeskoczyć z nich na linach. Głupie, co? ;) niespodziewanie pod naszym drzewem zebrał się tłum ludzi, a Krzysiek tak stojąc kilka dobrych metrów nad ziemią wykrzykiwał do nich, a ci… mu wiwatowali. To było niezłe. Później łazili po jakiś tunelach aż w końcu wylądowali w błocie.
Zamarzyło nam się odwiedzić morze. Pojechaliśmy więc do kolegi Krzyśka – Września. Okazał się fajnym gościem (wariatem). Wieczorem poszliśmy na plażę, kupiliśmy sobie Finlandię Mango i kabanosy z muszczardą (standard tych wakacji). Kiedy już wszyscy się zrobili bawiliśmy się w berka… po prostu zostawiliśmy rzeczy i biegaliśmy. Ciemno, zimno, nic nie widać a my wczuwaliśmy się coraz bardziej. Ciągle ktoś się wywracał – kiedy więc przyszła kolej na moją wywrotkę oczywiście Krzysiek rzucił się na mnie, na niego wskoczył Wrzesień, później Rafał i na koniec… Beata. Jednak najpotężniejszym głupolem po raz kolejny okazał się Krzysztof. W jeden wieczór nazbierał 28 syfów! A syf to zabawa, w którą zaczęliśmy grać już w Warszawie. Pewnie znacie ją z przedszkola:) wyobraźcie sobie poważnych, dorosłych ludzi oglądających telewizor na kacu. A każdy z nich ledwo przytomny… trzyma krzyżyk na palcach, hehe.
Następnego wieczoru też była impreza,i też byliśmy na plaży. Mój brat z Wrześniem postanowili ulotnić się już do domu. Ja i Krzyś idąc za nimi… zgubiliśmy się! Spacerując więc tak samotnie przez Gdańsk wzdłuż najdłuższego wieżowca Krzysiek poprosił mnie o coś. Miałam mu obiecać, że przejadę się z nim windą… teraz! I chodził tak przez prawie kilometr zaglądając do każdej klatki czy jest otwarta.. ale nie była ;) później zrobiliśmy sobie zakupy – nie wiedzieć dlaczego fajki, colę i airways’y. siedzieliśmy na jakimś boisku, później na przystanku… błądziliśmy, aż o 4 byliśmy na miejscu:D Następnego dnia zwiedziliśmy też Sopot i Gdynię. Mola, kawa, kebaby, statki, zdjęcia… to mi się kojarzy.
Czas wrócić do Gorzowa. Ale nie na za długo… padał deszcz, smutno, więc.. wybraliśmy się do Berlina. Czemu nikt mi nie powiedział, że tam jest tylu towaresów?! Pozwiedzaliśmy trochę, zaliczyliśmy H&M i poszliśmy do… Plusa! Jak wieśniaki chodziliśmy z wielkimi torbami. Usiedliśmy w centrum z parówkami i muszczardą (zestaw wakacyjny) i nie zwracając uwagi na to jak patrzą się na nas ludzie wcinaliśmy w najlepsze.
Później Krzysztof musiał wrócić do Katowic. No to… ja przyjechałam do niego :) Pojechaliśmy do Krakowa, zjedliśmy naleśniki z zielskiem i kurczakiem;) następnie znaleźliśmy się w Beskidzie Żywieckim na weekend. Kąpaliśmy się w Sole, spacerowaliśmy do lasach, podziwialiśmy widoki i.. imprezowaliśmy. Nałaziliśmy się po całej aglomeracji po kawiarniach, kinach.. no i w radiu byłam:)
Wróciłam do Gorzowa na jeden dzień. I przyszedł czas na… Woodstock!
Najpiękniejszy, najzabawniejszy, najbarwniejszy.. pierwszy raz jechałam z tak małą „ekipą” – Nat! Co się naśmiałyśmy, kogo poznałyśmy… tego nigdy nie zdołam Wam opowiedzieć, ale pokrótce:
Dostałyśmy mandat w pociągu, bo wsiadłyśmy do złego… ale to zbyt długa historia, poza tym nie nasza wina..
W Kostrzynie stwierdziłyśmy, że wsiadamy do taksówki bo nie przejdziemy z takim bagażem kilka kilosów. Wszyscy ludzie dookoła wytknęli nas palcami i krzyczeli „burżuje!” :) pan w taxi wyluzował się i zapuścił Rammsteina. Na polu w drodze do sceny spotkałyśmy full znajomych, czekając na Srokę aż przyjdzie i zaprowadzi nas do ekipy rozpadał się deszcz. Dodatkowo rzekomo zaklepane dla nas już dawno miejsce na namiot.. nie istniało. Nie miałyśmy pojęcia o rozbijaniu starego, pięcioosobowego namiotu więc zaangażowałyśmy w to 20 ‘tajemniczych’ osób:) po dwóch godzinach udało się! Zabrałyśmy wódkę i poszłyśmy do kolegów rozbitych na górce Kriszny. Później tańczyliśmy przy (o dziwo) hardcorrowej muzyce, aż ja i Nat stwierdziłyśmy, że czas na siku. Wracając wąskim przejściem pełnym błota poznałyśmy różnych ludzi. A to za sprawą głupich tekstów jakie nam się nakręciły… „hello ziąąąą”! – słyszeli wszyscy dookoła! Dziunks z Rzeszowa i Piotrek z warszawy. Staliśmy tak aż zablokowaliśmy ruch. Ktoś chciał przejść, więc powiedziałyśmy żeby się ziomy wyluzowali:) a oni na to „I don’t understand”! tak poznałyśmy Niemców:) och, jakiś zajebistych! Andreas zaczął gadać, że był na Rock Am Ring, a że tam był HIM… od razu znaleźliśmy wspólny język:) Stojąc tak nagle wokół nas zebrało się dwudziestu ludzi. Ktos z Gorzowa z daleka nas usłyszał, Arbuz i Kotlet przyszli nas szukać, bo ponoć nie było nas już godzine… ;) poszliśmy wszyscy do Hare-Kriszna. Tańczyliśmy pół nocy! Później zostałam tylko ja, Nat, Andreas i jakiś panczur. Siedzieliśmy o 3 w nocy pod sceną. Nie wiem po co, chyba piliśmy piwo. Spotkaliśmy gościa, który zaprosił nas na wódkę. Czemu nie?! Usiedliśmy na karimacie i sączyliśmy coś o smaku gumy Kaczora Donalda:] rozmawiałam z nowym kolega o rock festiwalach w Gorzowie.. okazało się, że to właśnie z nim zrobiłam sobie fotę 2 lata temu! Teraz siedzę z nim tu i piję. A on zmienił swój wygląd diametralnie! O 5 już nie było widać ludzi… Natalia się zgubiła, więc przygarnęłam Andreasa i Punka do siebie bo nie mieli gdzie spać. Następnego dnia poszłyśmy z Nat do Kostrzyna. Wykąpałyśmy się u jej cioci, zrobiłyśmy zakupy w biedronce.. usiadłyśmy na ławce i odpoczywałyśmy. Przez radio w samochodzie obok słyszałyśmy rozpoczęcie Woodstocku. To było niesamowite! Napajałam oczy czymś, czego nie zobacze przez cały rok. Wyluzowani policjanci, ludzie nie chodzący po pasach ale za to z browarami w rekach. Leżą na ulicy, jedza bułki… wszyscy tacy kolorowi!
Wieczorem nie było siły na wódkę. Spokojnie spotkałam się z kolega z Wejherowa, i poszłam spać. Ale w sobotę…. W sobotę przeszłam samą siebie! Piłyśmy sobie wódkę i poszłyśmy w teren. Spotkałam Mareeku, jemu tez już odpierdalało! Tańczyliśmy i śpiewaliśmy pod Tyskim z jakimiś punkami. Nat mówi, że poznałyśmy ich w czwartek, ale ja ja nie wiem kto to był. Zauważyłyśmy samotnie stojącego hipisa. Ale miał fajne okulary! Więc mu to powiedziałyśmy:) poszedł z nami i powiedział, że jesteśmy fajne gizdy:D (łobuziary) Dreptając w stronę kranów szli kolejni hipisi. Chyba coś mówiłyśmy, że SA fajnymi ziomami… nagle mój wzrok zetknął się z jednym, konkretnym…
Ja – MOLO!
On – Agata!!!
Rzuciliśmy się na siebie. Poznałam go 3 lata temu na Woodstocku w podobny sposób. Szliśmy zwartą ekipą, kiedy usłyszałam Natalię… „Andreas, Andi idzie!!!” to było super:) poszliśmy z nim do siedliska Niemców. Nie pamiętam już kto był kto, ale chyba staliśmy tam 2 godziny:) w między czasie wszyscy markerami podpisali mi się na brzuchu i na nogach.. byłam w krowy i palmy… to ci dopiero:D Nie pamiętam czemu stamtąd poszliśmy. Nie wiem też jak zgubiliśmy hipisów. Szłam z Andreasem, Nat i Mareeku. „Raz dwa trzy” i jeszcze kilka innych kapel przesiedzieliśmy koło sceny na krawężniku, podśpiewując i popijając Tyskie. Później zatrzymaliśmy gości na motorze i dali mi się nacieszyć – gazowałam sobie do woli, heheh. O 3 pomyśleliśmy, że warto by pójść do naszego namiotu po wodę. Zastałyśmy tam rozpierdol… oczywiście okradli nas. Oczywiście nie ma skutku bez przyczyny, ale o tym pisać nie będę. Wkurzone poszłyśmy imprezować dalej, no bo co… jeszcze o 05:45 jadłyśmy paprykarz nożem – jedyne co nam zostało.
Po powrocie do Gorzowa zaliczyłam jeszcze kilka imprez… jednak później przyszedł bardzo smutny i poważny czas dla mnie. Po najwspanialszym i najszczęśliwszym okresie w życiu przyszła pora na lekarzy, i to nie od wątroby czy głowy! 29.08 mam zabieg w szpitalu :( Martwię się bardzo, ale liczę ze dam sobie radę. Na pewno!
skomentuj (26)
2005-06-28 23:39:35 >>
summer 2005
Działo się milion rzeczy. Może zacznę od najstarszej?..
Sroka był na Iron Maiden, no i ja też… ale przez telefon:) Co chwilę do siebie dzwoniliśmy, i słyszałam ich na żywo;) Szczególnie ciekawe było jak Kreator zagrał „Fobię” – kultowa piosenka kojarząca się nam z Idolem..
Później akacja z Krzyśkiem przed Gerappą, gdzie mój brat opijał swój nowy status inżyniera:) Krzysiek wyciągnął megafon i zaczął bardzo ‘złożonym’ językiem gratulować Rafałowi… cała ulica słyszała też, jak krzyczy „Rucek! Tylko nie mów nikomu, że masz małego fifola!!!” itd… w Gerappie graliśmy w piłkarzyki a on komentował drużynę ‘gejów’ i państwa ‘k’:)
Znaleźliśmy też nowe miejsce nad Wartą – przystanek na bunkrze, czyli BUDKA HOT-DOGOWĄ. Wtajemniczeni wiedzą co jest 5..
4 czerwca w Gorzowie na nowo ruszyło REGGAE NAD WARTĄ. Fajnie, bo imprezę prowadził Krzysiek i to było tym bardziej ciekawe.. Wcześniej wstawiliśmy się u mnie z Nat, Świdrem i Stopką… i dlatego poszłyśmy tańczyć z dziadkami do Letniej, to było zajebiste w centrum miasta dać taki popis:D Nad Wartą piliśmy bronksy, i.. rzucaliśmy się suchą trawą (cały wieczór – całkiem interesujące..)
Następnie odbyła się 18-nastka Justyny, i to w Magnacie! Świetnie mi się pije z moimi żulikami z klasy. Jak Borowik się najebał to pomalowaliśmy go w serduszka markerem:) Później z Nat tańczyłyśmy na drodze i grałyśmy na bongosie:D Ogólnie było fajos.
Na koniec roku pożegnaliśmy naszą babkę od matmy. Najukochańszą, najbardziej wyrozumiałą i (w pewnym sensie;)) wyluzowaną kobietę jaką znam! Wszyscy płakali itd., to nie było przyjemne.. poza tym nie wiem(!!!) jak dam radę w maturalnej klasie tak naprawdę ucząc się matmy. Przejebane, wysad w chuj..
25 czerwca wybrałyśmy się z Nat do Poznania na zaproszenie Jopina. Miał nas podwieźć Matys, i zabrać z przystanku na przedmieściach Gorzowa. Jego zdaniem owy przystanek zniknął kiedy obok niego przejeżdżał.. ogólnie bardzo trudno było nam się dogadać, ale w końcu dało radę:) Ochrypłam w samochodzie, bo musiałam bardzo głośno opowiadać o złożach zza okna zagłuszając muzykę ;))) Na miejscu piłyśmy pyszne piwo FORTUNA, całkiem czarne, hmm.. Później dla odmiany w Bazylu najobleśniejsze – Dock, bleee!! A w domku czekała wódeczka… ale nas opili, hehe;) Po drodze poszliśmy na knyszę z fetą (jak będę bogata to otworzę z tym bar:)) i pierwszy raz jechałam na gapę w tramwaju i to żarcieeem!!! Brawa dla mnie:D Później szliśmy na pieszo mostem w deszcz, i z Matysem tańczyliśmy w kałużach. Na w chuj ciemnej klatce zrobiliśmy sobie pogo po omacku;)
Jednak najlepsze dialogi szły na balkonie:
SASIADKA Z BLOKU NAPRZECIWKO – możecie już iść spać?! Jest druga w nocy!
JA – druga trzydzieści dokladnie!
WSZYSCY – HAHAHA
BRAT JOPINA – oni SA jacys pojebani, druga trzydzieści a oni nie spia…
Później z Natalią zrobiłyśmy sobie tatuaże.. z chipsów:D (przez 2 dni nie schodzily!)
Po piątej wszyscy posnęli, a ja i nowo poznany kolega prowadziliśmy konwersacje nad życiem do momentu Az nie wstali.. (tj 8.15)
Poza tym jakoś żyję.. są już poziomki, truskawki.. i co sobote bułki z siemieniem lnianym.. brat przynosi mi z pracy chupa chupsy.. mała rzecz, a cieszy! See ya.
skomentuj (31)
2005-06-11 12:50:09 >>
KOPIEJKI
anioł patrzył na to z bliska
osiwiały skrzydła mu
płakał łzami cierniowymi
usta zszył mu ból
demon patrzył na to z bliska
i ze wstydu skulił chwost
strach go dopadł biedaczysko
w najczarniejszy skrył się kąt
a człowiek patrzył na to z bliska
i z rozpaczy wył
pięści kamieniały same
w sercu szary pył
człowiek patrzył na to z bliska
o drugiego drżał
a jakiś głos z telewizora
w oczy mu się śmiał :
" ...my dobrze chcieli a wyszło tak jak zawsze "
i znowu wam wyszło jak zawsze
czy tak już zostanie na zawsze ?
skomentuj (15)
2005-05-27 14:55:24 >>
red hot crazy summer?
Już czuję nadchodzące wakacje.. Słońce daje po świecie, wreszcie przestał padać deszcz, no i jest chwila wolnego... ostatnie dwa tygodnie ostrej nauki, później tydzień obijania się, a później... to już tylko śniadania na ogrodzie, ciepłe bułeczki, świeże owoce, zimna woda i... wyjazdy. Mam nadzieję, że wszystko nie zakończy się na corocznych planach. To ostatnie moje wakacje jako licealistki, serio (kogo ja zapewniam, chyba siebie, heh) kolejne wakacje spędzę na łażeniu po uczelniach, rozjazdach, głębszym poznawaniu Warszawy, przewożeniu tam wszystkich rzeczy, szukaniu pracy... to wszystko, jak dobrze pójdzie. Ale jak tak „dobrze” pójdzie to będą to moje najsmutniejze wakacje zycia, bo będę żegnała moje dotychczasowe życie... trudny wybór. Dlatego tegoroczne wakacje muszą być cudowne, najlepsze..
odpoczynek, morze, słońce..
jak narazie w moim życiu nie najlepiej. często mam już taki rozłam, że nie wiem co ze sobą zrobić.. czuję, że nie panuję nad swoim życiem. dziwne. ale tak czuję.
pees.jutro ognisko klasowe.. ciekawe, co z tego wyjdzie.
peace.
skomentuj (23)
2005-05-10 11:53:24 >>
wesoły autobus
„bawiłaś się kiedyś w autobus?” – zapytał mnie nagle Krzysiek podczas jazdy samochodem.
Nie trudno było się domyślić, że znów wymyślił coś durnego...
Zatrzymał się na przystanku i wytłumaczył: (naciskając guziczek od klimatyzacji) –widzisz? Tu się otwiera drzwi (psssssssss... – powiedział) – teraz otwórz drzwi, przecież wsiadają z prawej. Wszyscy już wsiedli, teraz trzeba zamknąć drzwi (znów przycisk od klimatyzacji [zamykam drzwi])
Wysiadł z samochodu. Poszedł powiedzieć mojemu bratu i koledze, który stał też samochodem za nami – jak się bawi w autobus.
Następny przystanek był za 50 metrów. Autobusy zatrzymały się..
Klik, psss... proszę wsiadać! Klik, psss... trzask!
Prawdziwi! ludzie patrzyli na nas co najmniej dziwnie, tymbardziej że był późny wieczór.. niektórzy byli przerażeni widząc dwa nagle zatrzymujące się samochody i otwierające drzwi..
I tak zleciało 10 przystanków, po czym pojechaliśmy.. na pętlę autobusową :D i tak zakończyliśmy ciężką pracę, więc trzeba było wybrać się na zasłużone piwo;) najlepiej pod blok.. hehe.
Długi weekend minął głównie pod znakiem Warszawy. Moja sis z męzem przyjechali na dwa dni, a później zabrali mnie, młodszą siostrę i Srokę ze sobą. Wypoczęłam trochę, zawsze całkiem inaczej spędzam tam dni i to pozwala mi się oderwać od wszystkich nawet najmniejszych kłopotów zostawionych w Gorzowie. Codziennie jedliśmy wspólnie śniadania, śmialiśmy się i grzaliśmy tyłki w słońcu. Byliśmy w ogromnym zoo, chodziliśmy aż 3 godziny. Chciałam tam zostawić Srokę, ale uciekł ;) odwiedziliśmy też Park Łazienkowski, Zamek Królewski, Pałac Prezydencki, Pałac Kultury, Salę Kongresową, Sejm.. i wiele, wiele innych które widziałam już setny raz.
Teraz też mam trochę wolnego, bo odbywają się nowe i stare matury.. to dobrze.. to moje ostatnie wytchnienie, kto by pomyślał, że dokładnie za rok.. to JA zamienię się z nimi.
skomentuj (15)
2005-04-27 20:40:56 >>
fajnie jest wygrywać...
Dawno, dawno temu... napisałam notkę. Kolej na następną, choć niektóre fakty będą już dość odległą przeszłością.
== pewniej pięknej niedzieli, po bardzo udanym weekendzie kroiłam sobie palucha (bułkę), po czym w pewnym momencie najostrzejszy nóż w domu mi się ześliznął, i... przekroił palucha. Tylko nie tego co trzeba... na początku luz, krew leci.. ale po pięciu minutach, kiedy leciała tak dalej jak leciała.. zaczęłam panikować. Widok był cudowny – cały zalany krwią zlew, rozmrażające się w nim mięso, na blacie woda wymieszana z krwią. I zrobiło mi się słabo.. siostra przestała żartować z przynoszeniem mi tamponów, i zabrała się z mama do zrobienia mi opatrunku. Najchętniej bym stamtąd ucieka żeby na to obrzydlistwo nie patrzeć, ale tym razem to była moja rana i nie mogłam tak po prostu powiedzieć ‘ble’! i wyjść na loda.. ponieważ cały czas mdlałam położyły mnie na łóżku, obok było lustro i.. wtedy nie poznałam sama siebie – byłam bladym wcieleniem trupa. Ubrały mnie i pojechałyśmy we 4 do szpitala :D buhahah. Tam nie chcieli mnie przyjąć, ale ze im ryczałam i ze bandaż wyglądał dość kiepsko – cały kąpał od krwi to wreszcie z laski, bez wpisu do książeczki mnie przyjęli (pomyśleć, ze jeszcze nie dawno manifestowałam ratując im dupę!) jak wszyscy rzekomo nie mieli czasu, to nagle zleciało się 10 osób pooglądać i pośmiać się z mojego paluszka! To było straszne, pielęgniarka sama kazała mi zdjąć opatrunek... i założyła mi szwy w postaci plastrów ściągających. Pielęgniarze stali naprzeciwko mnie i ciągle darli łacha, że dopiero zobaczę jak będę dzieci rodziła.. I tak pochodziłam tydzień w bandażach, po czym sama je zerwałam :0
== przyszedł dzień Rock Festivalu 2005.
Mnóstwo ludu czeka na tą imprezę cały rok.. w tym roku było mniej hardcorrowo niż w poprzednich, ale też był czad. Od 13 się pochlało Absolwenta w parku w dużej gromadce, spotkało się milion ludzi i było wesoło:) Na następny dzień poszliśmy na Żużel rozpoczynający sezon. Race, kibole, piach w oczach, hałas.. wszystko było:D 22.04 odbył się następny żużel. Tym razem usiedliśmy z kibolami, było kilku znajomych. A że wcześniej naturalistycznie nad Warta wypiliśmy szampon.. to jakoś tak żużlowcy szybciej jeździli, czy co:P W każdym razie na każdym meczu losują pomiędzy biletami 5 nagród, i... (proszę o fanfary!!!...) na 8tys. osób wygrałam główną nagrodę!!! Nawet sobie niewyobrażacie jak ciężko byłam zdziwiona, kiedy przeczytano numery mojego biletu, nie mogłam w to uwierzyć... po 15 biegu Sroka poszedł na środek stadionu odebrać nagrodę, w głośnikach zabrzmiało "We are the Champions" a on podniósł wielki karton z moim nowym kompletem sprzetu AGD i biegł jak olimpijczyk z ogniem, to było super, hahaha:)
Oj, muszę zagrać w lotka...
skomentuj (15)
2005-04-06 19:31:09 >>
witryna chłodu
Przez cały ostatni czas, w którym nie pisałam żadnych notek.. miałam nieprzyjemność bycia w bliskim kontakcie ze śmiercią. Styczność z tym stanem nie napawała optymizmem, a wręcz sprawiała wielki, naprawdę ogromny ból. Dopiero w takich sytuacjach poznaje się, co to znaczy nie spać, nie jeść i być wrakiem człowieka. Dopiero teraz można zobaczyć jak wiele człowiek jest w stanie przetrwać, ile wytrzymać.. ale też jednocześnie jaki jest bezsilny i słaby w stosunku do przeznaczenia, Boga? ...
W takich momentach poznaję się duszę innych ludzi, poznaje się ich reakcje na swoje cierpienie. I... czasem to pogłębia ból, bo ludzie nie chcą zrozumieć, nie potrafią lub są całkowicie BEZMYŚLNI. Jednak był ktoś chwilę przy mnie, ktoś kto chciał słuchać. Z całego grona „znajomych i przyjaciół” znalazłam Roberta i dwie siostry... była też Natalia, która bardzo się starała. Ale gdyby ktoś tak naprawdę mógł poczuć to, co ja wtedy..
Ta niepewność jest najgorsza. Te stale docierające informacje, na nowo rozpoczynające moment tragicznych wieści... jednak On żyje, jest nadzieja. Narazie śpi, odpoczywa po tym długim locie.. ale czy kiedykolwiek jeszcze będę mogła, tak jak kiedyś złapać go za rękę, stworzyć zabawny dialog, który będę przytaczała przez długi czas?
Niedługo po tym zdarzyło się jeszcze kilka smutnych rzeczy, poczym na przypieczętowanie wszystkiego dowiedzieliśmy się wszyscy, że cały świat w tym momencie jest już w żałobie. 2 kwietnia o 21.37 zmarł największy Polak. Ktoś niesamowity.. przerastał nas wszystkich tak bardzo, że cokolwiek teraz napiszę zabrzmi banalnie. Jesteśmy świadkami historii, czegoś o czym tym razem MY będziemy opowiadać swoim dzieciom. Żyliśmy w czasach Jana Pawła II, człowieka, który zjednoczył kontynenty. I to brzmi dumnie..
"Ludzki świat może stawać się "bardziej ludzki" tylko wówczas, gdy we wzajemne stosunki (...) wprowadzimy moment przebaczenia. Przebaczenie świadczy o tym, że w świecie obecna jest miłość potężniejsza niż grzech"
Jan Paweł II (1980)
Mam nadzieję, że stać Was na to, aby godnie komentować tą notkę, bo pisząc rzeczy idiotyczne, ukarzecie w sobie ludzi, o których pisałam powyżej.
skomentuj (6)